Opis myszy, testy
Głównym założeniem podczas produkcji było stworzenie myszy „plug and play”. Wyjmujemy z opakowania, podłączamy do komputera i możemy rozpocząć zabawę. Rzeczywiście, mysz nie wymaga żadnych sterowników i od razu po podłączeniu można grać, nie trzeba męczyć się z konfiguracją czy instalacją oprogramowania, które często zabierają nam cenny czas i szargają nerwy. Takie rozwiązanie było nieco ryzykowne, ale z pewnością znajdzie swych zwolenników, mi niestety nie odpowiada, gdyż lubię mieć kontrolę nad myszą nawet kosztem zabawy z oprogramowaniem.
Kiedy pogodzimy się z brakiem oprogramowania, zauważamy, iż wszystkie przyciski dosyć ciężko i głośno działają. Jest to o tyle niekorzystne, iż w sytuacjach kryzysowych nasz palec zamiast nacisnąć, tylko muśnie przycisk, co zakończyć się może niezbyt kolorowo. Boczne przyciski podobnie jak główne są niezbyt dobrze wykonane, styki naprawdę opornie reagują i wydają nieprzyjemne odgłosy. Przy próbie naciśnięcia potrafią wyprowadzić mysz z równowagi. Oczywiście po kilku dniach treningu przyzwyczajamy się do tego i nie przeszkadza to tak bardzo. Praca rolką w przeciwieństwie do reszty sprawia ogromną przyjemność, jest bardzo delikatna, a skok przyjemnie wyczuwalny. Może jest nawet trochę zbyt delikatna, ale to raczej kwestia przyzwyczajenia.
Nad i pod rolką mieszkają dwa przyciski odpowiedzialne za zmianę czułości myszy w trakcie jej użytkowania. Dzięki nim możemy przełączać się pomiędzy trzema trybami: 400, 800 oraz 1600dpi, co podczas rozgrywek może nam niejednokrotnie uratować życie. Sam pomysł jest bardzo dobry, nie musimy się męczyć z Razerowym ‘on the fly’, w którym wszystko robi się intuicyjnie i bezproblemowo możemy zmieniać rozdzielczość myszy wedle upodobania. Szkoda tylko, że G-1000 nie zapamiętuje ustawionej rozdzielczości i po każdym ponownym rozruchu systemu ustawia ją automatycznie na 400 DPI.
Testowana mysz, o dziwo, zbiera bród w o wiele mniejszym stopniu niż inne dostępne na rynku produkty. Nawet po kilku godzinach intensywnej gry nie ma na niej żadnych śladów. Dopiero po długim czasie pojawiają się pierwsze plamy, aby się ich pozbyć, wystarczy kawałek papieru toaletowego, natomiast, jeśli chcemy by lśniła, można zastosować zwilżoną ściereczkę. Problemów z czyszczeniem nie ma kompletnie żadnych.
Zaskoczony byłem również jakością sensora optycznego, który jest naprawdę precyzyjny. Idealnie odzwierciedla ruchy myszy, przy których brak akceleracji wstecznej jest raczej oczywisty. G-1000 współpracuje praktycznie ze wszystkimi dostępnymi powierzchniami, od podkładek materiałowych, poprzez metalowe, szklane, na egzotycznych powierzchniach kończąc. Mysz na żadnej powierzchni nie ma problemów z działaniem, a ślizgacze sprawują się bardzo dobrze. Dla niektórych denerwujące może być bijące jaskrawe, czerwone światło, które wycelowane w przeciwnika może oślepić na jakiś czas. Dopóki nie świecimy innym po oczach, nie stanowi to żadnego problemu, wręcz przeciwnie, nocą, kiedy nie możemy znaleźć czegoś na biurku, oświetlamy je myszką.
Postanowiłem również przeprowadzić kompleksowe testy częstotliwości sensora optycznego. Jak zapewnia nas producent, czas reakcji wynosi 1ms, lecz aby przekonać się czy w rzeczywistości tak jest należy trochę pokombinować. Jak powszechnie wiadomo, częstotliwość pracy portu USB wynosi 125 Hz, co daje nam 8ms, które raczej nas nie zadowalają. Kiedy przetaktujemy USB na 1000Hz (1ms) okazuje się, że mysz działa i to nawet prawidłowo. Byłem przekonany, że mysz z tego przedziału cenowego po takim overclocku, w ogóle nie będzie chciała współpracować, jak widać Everglide serwuje nam porządny układ optyczny, który jest nie do zdarcia.
Nie może obyć się bez standardowego narzekania na myszkę, dlatego zacznę od tych poważniejszych błędów. Poza wspomnianymi fatalnymi stykami kuleje również ergonomia. Pomimo, iż kształt jest bardzo oryginalny to po dłuższym użytkowaniu męczy dłoń. Po kilku godzinach korzystania odczuwałem pewien dyskomfort, który może przerodzić się w przyszłości w różnego rodzaju zwyrodnienia kości nadgarstka, z czego raczej nie był bym zadowolony. Do mniej istotnych niedociągnięć (które już raczej nie wpływają na jakość pracy) należy dorzucić lewy przycisk, który jest zamontowany luźniej niż reszta, oraz rolkę, która przy odpowiednim ułożeniu okazuje się być nieco obluzowana i potrafi hałasować podczas pracy. Należy również pamiętać by nie naciskać dwóch ślizgaczy, pod którymi kryją się gwinty śrubek, gdyż najzwyczajniej wgniatają się do środka zmniejszając swoją ogólną powierzchnię.
Wstęp | Zawartość opakowania | Opis myszy, testy | Konkluzja